Blog

Skanujemy dokumenty ze ScanBotem

utworzone przez | Mar 20, 2015 | Skanowanie dokumentów

scanbot_3.6_logo

Jedna z ciekawszych aplikacji na systemy iOS i Android zeszłego roku robi furorę na rynku. Mowa o ScanBot, wyjątkowo wygodnym rozwiązaniu pozwalającym na bezpłatne skanowanie dokumentów i QR kodów. Korzystając z kamery naszego smartfona apka sczytuje obraz i przetwarza go do wybranego formatu (.pdf lub .jpg). Wystarczy najechać na dany dokument, by wkrótce otrzymać jej cyfrowy odpowiednik.

Dzięki niezłemu algorytmowi automatycznego dopasowywania ramek (czyli powierzchni do zeskanowania) i intuicyjnemu interfejsowi ScanBot nie wymaga od użytkownika prawie żadnej ingerencji czy wiedzy. Aplikacja współpracuje również z wieloma popularnymi chmurami, jak Google Drive, Dropbox czy OneDrive.

Jeśli z jakichś przyczyn nie będziemy zadowoleni z jakości skanu, apka umożliwia ręczne ustawienie podstawowych parametrów (np. poziom naświetlenia czy obszar skanowania). Za dopłatą możemy rozbudować aplikację w narzędzie do OCR (rozpoznawania znaków), inteligentny (na ile inteligentny to nie wiem) segregator czy edytor plików .pdf. Wprawdzie w świetle polskiego prawa, tak zeskanowany dokument nie będzie uwierzytelniony, ale do codziennego i prostego magazynowania notatek sprawdza się znakomicie.

Producent ScanBota twierdzi, że maksymalna rozdzielczość skanowania to 200 dpi. Ten fakt pokazuje, że z takim dokumentem raczej nie wiele zdziałamy poza podglądem na małym ekranie. Obecny standard to 300 dpi do użytku w skali 1:1. Nie wspominając o OCRowaniu zeskanowanego dokumentu w takiej rozdzielczości. Żeby ten proces był skuteczny minimum minimorum to 300 dpi i to w skali szarości. Jeśli zależy nam na zachowaniu koloru i np. małej czcionki na obrazie puntów na cal musi być jeszcze więcej. Mówimy cały czas oczywiście o piśmie drukowanym. Rozpoznawanie pisma ręcznego (ICR) to zadanie dla bardzo rozbudowanych algorytmów. Pytanie na ile są to ograniczenia hardwarowe, a na ile softwarowe?

Reasumując ScanBot to kolejny dowód na to, że cyfryzacja puka nam do drzwi. Cyfrowego archiwum tym nie stworzymy, ale wyobrażam sobie, że np. przedstawiciele handlowi, będąc w terenie mają w końcu wygodne narzędzie do magazynowania informacji. Jeśli twórcy nie porzucą swojej apki zbyt prędko, możemy się spodziewać interesującego rozwoju nowej marki i kolejnego kosztownego wchłonięcia przez korporacje.

Zapisz się do naszego newslettera